sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 18


~Niall~



   Biegłem za Melody, która starała się uniknąć kontaktu z brukselkami.
- Zaraz cię dorwę i wtedy zjesz te przepyszne warzywo!- powiedziałem, machając nad głową jarzyną.
- Nigdy! Po moim trupie!- odparła Mel z uśmiechem na twarzy. Zaczynałem się coraz bardziej męczyć tym bieganiem po całym domu, ale był jeden plus… A mianowicie, ona też się męczyła. Kiedy już nie dawała rady i leżała z zadyszką na ziemi, ja ostatkiem sił podszedłem do niej i z złowrogim uśmiechem zapytałem…
- Głodna?- podniosłem brew, poruszając warzywem.
- Nie! Proszę!- wyszeptała, nie mając wystarczająco sił by normalnie odpowiedzieć.
- A co dostanę w zamian?- popatrzyłem na nią, wyczekując odpowiedzi. Szatynka chwilę się zastanawiała.
- Hmmm… Może chcesz marchewkę?- zapytała.
- Nie… Ja nie Louis żeby cały czas chrupać marchew- pokręciłem przecząco głową z uśmiechem na twarzy.
- No to co chcesz?- popatrzyła na mnie z lekkim przerażeniem w oczach.
- Przecież to oczywiste! Wiesz bardzo dobrze czego chcę…- poruszałem flirciarko brwiami.
- Nieee? Nie wiem czego chcesz- powiedziała, udając głupią.
- To jasne jak słońce, że chcę całusa- pokazałem jej język, a ona się uśmiechnęła.
- A co jeśli go nie dostaniesz?- droczyła się ze mną.
- To przygotuj się na brukselkę!- zaśmiałem się złowieszczo.
- W takim razie nie mam wyboru…- westchnęła i mnie pocałowała. Nie wiem jak ona to robi, ale za każdym razem gdy się całujemy kręci mi się w głowie i chcę jeszcze… Mel jest niesamowita. Jak ja się cieszę, że jesteśmy razem, ale chciałbym gdzieś z nią pojechać. Na jakąś wycieczkę albo coś. Muszę pogadać z chłopakami, może oni też będą się na to pisać i gdzieś pojedziemy. Ale tym zajmę się później.
- Co robimy?- zapytałem, wstając z ziemi.
- Hmmm… Nie mam pojęcia, może coś reszta wymyśli- powiedziała Melody.
- Ja osobiście bym coś zjadł…- poklepałem się po brzuchu, czując znajome ssanie.
- Oj ty żarłoku ty- Mel popatrzyła na mnie z uśmiechem.
- Ale twój?- popatrzyłem na nią z niewinną minką.
- Oczywiście kocie- szatynka uśmiechnęła się jeszcze szerzej i pocałowała mnie w kącik ust. Poszliśmy do kuchni gdzie cała nasza paczka siedziała jeszcze zajadając śniadanie. Wszyscy oprócz Louisa…
- Gdzie Boo Bear?- zapytała Mel.
- Powiedział, że musi coś sprawdzić na kompie i, że za chwilę wróci- odpowiedziała Vanessa, zajadając kanapkę. Ukradkiem usiadłem obok niej i zwinąłem jej jedną.
- No ej!- zawołała.
- Nie fefkadzaj mi fedy jem…- powiedziałem z pełną buzią.
- Jesteś mi winny kanapkę… Ty żarłoku jeden-  Vans wytknęła mnie palcem, mrużąc oczy.
- No ok, niech ci będzie, ale później- mrugnąłem do niej.
- Ehh… Niech ci będzie, ale pozwalam ci na to tylko dlatego, że jesteś z moim Meluś- uśmiechnęła się szeroko, wypowiadając ostatnie słowa.
- Tak, tak ja ciebie też..- zawołała Mel zza lodówki, w której szukała jakiegoś soku. Wszyscy siedzieliśmy, powolnie przeżuwając kanapki gdy nagle Lou wbiegł do kuchni z wyszczerzem na twarzy.
- Mam dla was świetną wiadomość!- Loui skakał jak królik, który zjadł za dużo marchewek, choć u niego może to być nie możliwe. Przedawkowuje marchewki, a później mu odwala na maxa, ale za to go uwielbiamy, za to, że jest takim świrem.
- O co chodzi? Kupiłeś 3 marchewki w cenie jednej czy co?- zapytał znudzony Zayn.
- Skąd wiedziałeś?- szatyn spojrzał na niego zdziwiony- Ale nie o to chodzi… Jedziemy na wycieczkę!!- wydarł się uradowany.
- Ale gdzie?-  zapytała Jul, zaciekawiona jego słowami.
- Na wieś, do mojej rodziny!- Louis zaczął tańczyć jakieś wygibasy, które pewnie miały oznaczać jego radość.
- Ale wszystko ustalone? Z menagerem też?- zapytał Liam.
- Tak tatuśku wszystko ustalone, nie musisz się martwić- merchewkożerca machnął ręką i popatrzył na nas.
-No ale dlaczego się nie cieszycie? – popatrzył na nas smutny.
- Bo nadal jesteśmy w szoku…- odpowiedziała mu Nat.
- Ale czemu?- zapytał, jak 5-latek.
- Bo nie możemy uwierzyć, że ty coś zorganizowałeś… I to sam!- powiedział Harry, za co dostał od Lou po głowie.
- No ała mówiłem prawdę- powiedział loczek, masując obolałe miejsce.
- Tak wszystko załatwiłem. Samiuteńki- Louis wypiął dumnie pierś, a my zaczęliśmy wiwatować i skakać z radości.
- Jedziemy na wycieczkę! Wycieczka! Wycieczka! Yeah!- darliśmy się w niebogłosy.
- Ale co tu się dzieje?- zapytała ciocia Mel, wchodząc zaspana do kuchni.
- Jedziemy na wycieczkę!- wydarł się Lou, ale nagle spoważniał.
- Droga Beth… Czy możemy zabrać dziewczyny by nam towarzyszyły podczas wycieczki na wieś do mojej rodziny, która trwać będzie około 10 dni. Obiecuję, że dziewczyny będą pod dobrą opieką i włos im z głowy nie spadnie- powiedział Louis, przykładając rękę do piersi.
- Czyli, że mam wolny dom na 10 dni, bez żadnych krzyków i wyścigów po korytarzach?- Beth popatrzyła na niego zamyślona.
- Tak- potwierdził, patrząc zagubiony na dziewczyny, a one tylko wzruszyły ramionami, szczerząc się do siebie.
- W taki razie zgadzam się- powiedziała i uścisnęła mu dłoń.
- Jupi!!- wykrzykiwały dziewczyny.
- Lou kochamy cię!!!- wydarły się i wskoczyły na biednego Boo Beara.
- Jauć!- powiedział Hazza, krzywiąc się na widok przygniecionego Tomlinsona.
- Z jednej strony zazdroszczę Lou tego, że dziewczyny tak na niego lecą, ale z drugiej to nie chciałbym być zgnieciony przez 4 dziewczyny…- loczek skrzywił się jeszcze bardziej. Od razu płeć piękna spojrzała na niego z pod byka.
- Czy ty przypadkiem nie sugerujesz, że jesteśmy grube?- zapytała najmniejsza z nich wszystkich, oburzona Jul.
- Nie skądże znowu- Styles podniósł ręce w obronnym geście.
- No mam nadzieję- wytknęła go Nat.
- No to jak już emocje zastały opanowane, to chciałbym wiedzieć kiedy wyjeżdżamy?- zapytał Liam.
- Hmmm… Spakujemy się, zrobimy szybkie zakupy, droga będzie trwała…- wyliczał po cichu Lou.
  - Myślę, że tak gdzieś około jutra popołudniu?- popatrzył na nas, z wyczekującą miną.
- Może być. Ok. Powinno mi pasować- usłyszał odpowiedzi.
- To wszystko ustalone… Muszę tylko powiadomić moją ciotkę, kiedy przyjedziemy i będzie świetnie!- zawołał, i wszyscy razem poszli do salonu.
- Nuuudzi mi się. Co robimy?- zawył Harold, siadając na kanapie.
- Jakieś pomysły?- zapytałem.
- Hmmm… Może pogramy na konsoli? Pogoda nie jest dzisiaj za ciekawa na spacer czy coś w tym stylu…- zaproponowała Mel.
- Spoko… To jak się dzielimy? Dziewczyny kontra chłopacy?- zapytał Zayn.
- Ok, ale pamiętajcie z nami nie wygracie- powiedziała, pewna siebie Vans.
- Tsaa i co może jeszcze frytki do tego?- powiedział kpiąco mulat.
- Ale, żeby później nie było, że oszukiwałyśmy…- Melody wzruszyła ramionami.
- Nic takiego się nie stanie, bo przegracie!- wydarł się Lou. Gra rozpoczęła się. Na pierwszy odstrzał poszedł Hazz i Jul. Walka była wyrównana, gdy nagle bohaterka July odskoczyła i skoczyła w górę, wykonała salto i z całą swoją siłą uderzyła z głowę postaci Harrego. Chłopak był tak zaskoczony, że tylko patrzył z otwartą buzią na ekran, na którym widniał napis „Game over”.
- A-a-a-a-ale jak to?- jąkał się zdziwiony Styles.
- N-n-n-n-normalnie- przedrzeźniała go Jul.
- Nie martw się to dopiero pierwsza runda… Kto następny?- zapytał Loui, pocieszając loczka.
- To może teraz Nat i Zayn?- zaproponowałem.
- Spoko- powiedzieli chórem i zajęli miejsca przy konsoli. Znów walka była  wyrównana, ale w pewnym momencie Zayn zaczął wygrywać… Gdy Zayn miał dokonać ostatecznego uderzenia, Mel zawołała do niego…
- Zayn! Twoja fryzura!- krzyknęła.
- Co jest z nią nie tak?- powiedział i od razu pobiegł do lustra. Nataly wykorzystała szansę i pokonała swojego rywala. Z okrzykiem radości dziewczyny przybiły sobie piątkę.
- Ey! To nie fair! Tak nie można!- oburzył się Harry.
- My tak możemy! Bo jesteśmy słabsze…- July wytknęła język. Harry usiadł na kanapie robiąc nadąsaną minę.
- Szczerze to nie było fair- powiedziałem do Mel. A ona zrobiła skruszoną minę.
- No dobra… Zrobimy tak. Jedna para nie będzie musiała grać i jedna wygrana automatycznie przechodzi do chłopaków czyli mamy teraz 2:2. Może tak być?- zapytała patrząc na wszystkich.
- Ok, ale kto nie będzie grał?- zapytał Louis.
- To może ja i Danielle? My tak czy siak właśnie mieliśmy wam powiedzieć, że chcieliśmy wyjść, bo potrzebujemy kilku rzeczy na wyjazd…- uśmiechnął się Payne.
- No dobra… Ale jeśli możecie to może zrobicie ogólne zakupy na jutro?- zapytałem.
- No spoko, tylko zróbcie listę zakupów- powiedział i zaczął razem z Danielle szykować się do wyjścia. Po 5 minutach lista była gotowa, ale nie obeszło się bez marchewek, żelek i nutelli, które było dla niektórych bardzo potrzebne.
- Dobra to gramy dalej?- zapytałem.
 - Ok, ale bez oszukiwania- uprzedził nas Harry. Tym razem grali Vans i Lou. Grali chyba z 15 minut, co chwilę się przepychając, śmiejąc się i komentując swoje ruchy. Wreszcie wygrała Vans. Teraz przyszła kolej na mnie i Mel. Ustawiliśmy się na miejscach, mierząc się wzrokiem.


~Melody~



    Mierzyliśmy się wzrokiem, jak bokserzy przed walką. Lecz po chwili zaczęliśmy się rozśmieszać. Byłam popłakana ze śmiechu, widząc miny Nialla.
- Ty świrze ty!- zaśmiałam się.
- Dobra, skończycie już? Ja chcę w końcu dowiedzieć się kto wygra- powiedział Harold ze znudzoną miną. Zaczęliśmy grę. Ostatnia runda, wszyscy patrzyli na nasze ruchy z napięciem, a ja z Niallerem, śmialiśmy się w najlepsze… Nasze pozy przy graniu były obłędne. Pierwszą rundę wygrałam ja, za co dostałam wiwat od dziewczyn, a blondasek wyzywanie od chłopaków. Drugą rundę wygrał Horan, więc na razie był remis… W czasie trzeciej dawałam z siebie wszystko. Nagle blondas zawołał…
- Czas! Potrzebuję czasu! Żądam o przerwę!- zawył.
- Ok.. Niech ci będzie- spauzowałam grę i popatrzyłam na niego wyczekująco. Niall w jednej chwili zniknął za drzwiami kuchni, a w drugiej już był z powrotem, trzymając w ręce czekoladę.
- To wszystko głodomorze?- zapytałam, śmiejąc się.
- Tak. Yyyy… Jeszcze nie- powiedział, podchodząc do mnie.
- Co byś chciał?- spojrzałam na niego, podnosząc jedną brew.
- Chciałem się zapytać, czy wynik tej gry nic nie zmieni w naszych stosunkach…- powiedział całkiem poważnie, czym mnie całkiem zatkał. Nie wiedziałam co powiedzieć, tylko stałam tak przed nim patrząc na niego osłupiale.
- No nie, a miałoby coś zmienić?- spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Nie, tak tylko pytam… Ostatnio też trochę dziwnie się zachowujesz, ale musiało mi się coś zdawać…- chłopak wzruszył ramionami, patrząc na mnie uważnie. O Jpdl! Czyżby on coś wiedział o mojej przeszłości? Chyba nie, przecież nikomu  o tym nie mówiłam po za dziewczynami, ale one by nie wygadały… Nie są takie.
- Mhm…- powiedziałam- To wszystko?- zapytałam, starając się zachować normalnie.
- Nie… A uścisk na szczęście?- popatrzył na mnie z niewinną minką.
- Niall…- zaczęłam, a on nadal się tak na mnie patrzył.
- Ale... Ehh na dobrze- poddałam się, wiedząc, że on tak może godzinami. Podeszłam do niego i go przytuliłam. Niall odwzajemnił uścisk w wielkim wyszczerzem. Staliśmy tak przez chwilę, aż wpadłam na pewien pomysł. Chodziło o już otwartą czekoladę, którą chłopak cały czas trzyma w ręce tuż przy mojej twarzy… Uśmiechnęłam się złowieszczo i ugryzłam wielki kawałek słodkości. Blondas był zaskoczony.
- No Ey!- zawołał oburzony.
- Mniam…- oblizałam resztkę czekolady z ust, a potem szeroko się uśmiechnęłam.
- Osz ty! Jak mogłaś zjeść moją czekoladę?!- Horan się wkurzył.
- Normalnie, a po za tym to masz tam jeszcze kawałek- wzruszyłam ramionami.
- To nawet nie jest jedno kostka! Pożałujesz tego!- wytknął mnie palcem i z zawziętą miną złapał pada od konsoli.
- Koniec przerwy!- zawołał i włączył grę, musiałam szybko wziąć swojego pada, bo blondyn już szykował się do pierwszego ataku. Byłam zaskoczona, zaciekłością z jaką Niall atakował moją postać, ale odpierałam za każdym razem ciosy.
- Niall wygra!- usłyszałam głos Harrego.
- Nie prawda! Nie widzisz jak Mel odpiera jego atak?- powiedziała, zdenerwowana Jul.
- Zakład, że Nialler wygra?- loczek zapytał szatynkę.
- A o co?- July spojrzała na niego zacięcie.
- Jeśli Niall wygra będziesz musiała zrobić wszystko o co cię poproszę- powiedział Styles.
- A jeśli Mel wygra, będziesz musiał zrobić to samo tylko, że dla mnie- dziewczyna wyciągnęła rękę w stronę lokatego.
- Zgoda!- powiedział i złożyli sobie uścisk dłoni, który Lou przeciął. Teraz Jul zaczęła tak mnie dopingować, że nie słyszałam własnych myśli. Po prostu darła mi się do ucha.
- Teraz! W górę! No mówię, że w dół! Obrona! Obrona! Broń się! Mel! Co ty robisz?- krzyczała. Coraz bardziej mnie wkurzała, przez co nie potrafiłam się skupić na grze.
- Jul zamknij tą swoją japę, bo inaczej prze…- i nie zdążyłam dokończyć, bo usłyszałam tylko znany dźwięk i na ekranie wyświetlał się napis: „ Player Niall won! Player Mel lose!”.
- …gram. Ja pierdolę!- mruknęłam upuszczając pada na ziemię. Spojrzałam wkurzona na July.
- Ups!- pisnęła podnosząc ręce w obronnym geście. Chłopaki zaczęli wiwatować. Darli się, skakali. A na końcu podnieśli blondasa i zaczęli go podrzucać…
- Niall! Niall! Niall!- darli się, że chyba w każdym zakamarku tego domu było ich słychać.
- Masz kurna swoją obronę!- spojrzałam morderczym wzrokiem na July, która patrzyła na mnie jak małe dziecko, które coś zbroiło. Coraz bardziej wkurzała mnie ta sytuacja…
-Wy-gra-li-śmy! Jesteśmy mistrzami!- darli się chłopacy w niebogłosy.
- Uprzedzałem was, że jesteśmy lepsi!- powiedział Hazza z kpiącym uśmieszkiem.
- A spadaj psycholu!- odgryzłam mu się.
- Ach tak? Nie umiemy przegrywać? Co? Luzerka!- zaczął się ze mną kłócić.
- Ja?! No chyba cię pojebało… Nikt nie potrafi tak przegrywać jak ja… Tylko nie luzerka pedale!- coraz bardziej mnie wkurzał.
- Pedale? Kretynka!
- Idiota!
- Przychlast!
- Idź marnuj powietrze gdzie indziej pierdolnięty debilu!- wydarłam się, w tym momencie wszyscy skupili na nas swoją uwagę.
- Weź się ogarnij… To, że masz problemy w rodzinie nie znaczy, że możesz wyżywać się na mnie!- Harry wykrzyczał mi w twarz i dopiero po czasie zdał sobie sprawę co powiedział. W tym momencie nie wytrzymałam… Oczy zaszły mi łzami.
- Mel… Ja nie…- zaczął się tłumaczyć.
- Och odpuść sobie!- wydarłam się i rozejrzałam się. Wszyscy odwracali wzrok… Czyli wszyscy już wiedzą! Świetnie! Zwróciłam się do dziewczyn…
- Dziękuję, że rozpowiadacie wszystkim dlaczego tutaj przyjechałam… Tylko tego mi brakowało, żeby inni się nade mną użalali. Naprawdę świetne z was przyjaciółki. Najlepsze kurwa na świecie!- wykrzyczałam i wybiegłam z domu, nie mogąc patrzeć na ich twarze. Wszyscy mieli w oczach tylko i wyłącznie żal… Oczywiście skierowany do mnie. Między innymi dlatego właśnie chciałam uciec z domu. Biegłam na oślep, bo przez łzy praktycznie nic nie widziałam. Biegłam tak długo na ile mi sił wystarczało. Byle jak najdalej od nich. Co teraz zrobię? Przecież każdy teraz się będzie na de mną litował. O ile już tego nie robili. Muszę nad tym wszystkim zastanowić. Gdzieś gdzie będę miała wystarczająco dużo spokoju by pomyśleć co dalej zrobię… Czy znów uciec od przeszłości i wyjechać? Nie, nie potrafiłabym. Straciłabym Nialla, przez co serce by mi chyba pękło. Nie wiem… Muszę pomyśleć, ale na razie nie chcę ich wszystkich widzieć. Najgorsze jest to, że zamiast zapytać się wprost, to oni dowiadywali się o tym po kryjomu. Jestem ciekawa jak długo chcieli to przede mną ukrywać.



              
                  Heeeej wam! :D Chciałam przeprosić, że tak długo nie pisałam, ale mam teraz duuużo nauki i trochę z czasem jest problem... Ale żałuję za wszystkie grzechy i proszę o wybaczenie ;p Myślę, że teraz trochę pokombinowałam... Ale wszystko się z czasem wyjaśni;) Mam nadzieję, że się spodoba....
                                                                                                                                             Black-Berry
                  

niedziela, 16 września 2012

Rozdział 17


                                           ~Melody~

         Jechaliśmy jak najszybciej się dało. Na wybojach lub gdy za ostro skręcałam albo hamowałam Malik syczał i krzywił się z bólu.
- Przepraszam!- mówiłam za każdym razem, a chłopak nic nie odpowiadał tylko trzymał się za bolącą rękę. Gdy dojechaliśmy do szpitala było coś ok. 23:30. Pomogłam Zaynowi wyjść z auta, przez co znów usłyszałam salwę jęków.
- Przepraszam!- złapałam go za zdrowe ramię i poprowadziłam do środka.
- Halo! Potrzebujemy pomocy! Mój kolega chyba skręcił rękę!- wołałam w stronę pielęgniarek. Od razu jedna z nich wzięła go i zaprowadziła do jakiejś sali, gdy już chciałam iść z nimi powiedziała…
- Proszę tu poczekać! Musimy zrobić prześwietlenie czy ręka na pewno nie jest złamana… Gdy dostaniemy wyniki powiadomimy panią…- powiedziała ciepłym tonem.
- Dobrze- kiwnęłam głową i usiadłam w poczekalni. Gdy mulat zniknął za rogiem, wstałam i zaczęłam nerwowo chodzić to w jedną, to w drugą stronę… Ale chłoposzek się nabawił kontuzji! Nawet gdy to na pewno nie złamanie to i tak Zay nie będzie mógł ruszać ręką przez przynajmniej 2-3 tygodnie! Ja pierdolę! On to ma szczęście… Usiadłam w przeciwległym kącie poczekalni po czym gwałtownie się podniosłam widząc lekarza, który zmierzał w moją stronę… Tak szybka wstałam, że uderzyłam ręką w lampę, która stała obok kanapy, na której przed chwilą siedziałam. Poczułam ból… Wiedziałam co się stało, słysząc huk roztrzaskującego się szkła i nie chcąc patrzeć na miejsce bólu, spojrzałam na lekarza, który przyspieszył kroku, gdy tylko zobaczył co mi się stało.
- Kurwa, kurwa, kurwa…- przeklęłam pod nosem.
- Proszę ze mną! Rana jest za głęboka na zwykły opatrunek… Musimy szyć!- lekarz powiedział do pielęgniarki, po obejrzeniu mojej dłoni.
- Do kurwy nędzy! Jak zwykle!- znów przeklęłam cicho. Pielęgniarka zabrała mnie ze sobą i po jakiś 20-30 minutach miałam zszytą i obandażowaną dłoń.
- A co z Zaynem?- zapytałam wkurzona na siebie. Muszę być takim pechowcem? Choć już miałam nadzieję, że to się skończy, bo od urazu głowy już nic poważnego mi się nie stało… A tu takie coś! 5 szwów! Od uderzenia w lampę! Jpdl!
- Na szczęście to tylko zwichnięcie… Pan Malik musi chodzić w specjalnym obandażowaniu i za żadne skarby nie wolno mu jej nadwyrężać… A pani niech się zgłosi za 2 dni na zmianę opatrunku- powiedział doktor Spenser, jak przeczytałam z plakietki na kitlu.
- To nie zatrzymujecie Malika na obserwacji czy coś?- zapytałam.
- Nie, ale proszę zadzwonić po kogoś, żeby was zabrali do domu, ponieważ ani pani, ani pan Malik nie jest w stanie prowadzić auta- odpowiedział i odszedł. No cholera jasna! Jest po 24, a ja mam dzwonić po znajomych żeby odebrali mnie i mulata ze szpitala! Wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer Liama. Nie odbiera.
- Kurwa!- przeklęłam pod nosem. Louis… Też nic. Modliłam się żeby w końcu ktoś odebrał. Harry… Nic.
- Kurwa, kurwa, kurwa!- coraz mniej mi się podobała perspektywa spędzenia nocy w szpitalu, a raczej przed jego budynkiem, lub zasuwanie ok. 20 km z buta do domu, bo autobusy o tej porze już nie kursowały. Tracąc nadzieję zadzwoniłam na numer Nialla. Jeden sygnał… Dwa…
- Halo?- usłyszałam lekko zaspany głos.
- Dzięki Bogu! Niall! Tu Melody… Mógłbyś odebrać nas ze szpitala? Mam mały problem i nie mogę prowadzić…- westchnęłam, wkurzona na moją niezdarność.
- Ok! Nie ma sprawy, już po was jadę… Ale co się stało?- zapytał. Usłyszałam jakieś trzaski… Pewnie blondas się ubiera.
- Powiem ci jak przyjedziesz...
- Spoko- odpowiedział, nie naciskając więcej na mnie.
- A i Niall…- zaczęłam.
- Co?-
- Weź ze sobą, któregoś z chłopaków… Najlepiej Liama, żeby jechał moim autem, możesz to zrobić?- poprosiłam.
- Jasne… Zaraz będziemy. Czekajcie na nas- odpowiedział bez chwili wahania.
- Dzięki! Jesteś wielki! Nie wiem jak ci się odwdzięczę- powiedziałam.
- Ja wiem… - usłyszałam śmiech w słuchawce telefonu i sama się zaśmiałam.
- Dobra, to czekamy za tobą. Pa!- posłałam mu całusa przez telefon i się rozłączyłam. Już miałam wychodzić ze szpitala, gdy nagle coś mi się przypomniało… Zayn! Gdzie on się podziewa? Zaczęłam przeszukiwać szpital, ale nigdzie go nie było.
- Do kurwy nędzy!- mruknęłam, wkurzona. Nagle ktoś na mnie wpadł.
- Uważaj!- usłyszałam znajomy głos.
- Sam uważaj przychlaście… Gdzieś ty się podziewał?- patrzyłam, wkurzona na bruneta.
- Szukałem ciebie. Jakaś pielęgniarka powiedziała mi, że dziewczyna podobna do ciebie poszła z lekarzem do jednej z sal- tłumaczył się. A gdy zauważył opatrunek na mojej dłoni dodał…
- Co zrobiłaś w rękę?- zapytał zszokowany.
- Uderzyłam w lampę, która rozsypała się w drobny mak, raniąc mi rękę. Byłam tak zdenerwowana, że nie panowałam nad swoimi odruchami- powiedziałam wzruszając ramionami.
- Że co? Ale na tym bandażu widać już krew...- Malik zrobił się blady.
- Ile go już nosisz?- zapytał, zmartwiony.
- Od jakiś 15 minut…- znów wzruszyłam ramionami, ale widząc jego przerażoną minę dodałam szybko…
- Lekarz mówił, że przy szyciu rany tak będzie. Przez jakiś czas będę musiała przyjeżdżać tutaj na zmianę opatrunku…- spojrzałam na niego.
- Szyciu?! – wrzasnął przerażony.
- No tak, rana była za głęboka na zwykły opatrunek, więc doktor ją zszył… Ale to tylko 5 szwów- machnęłam zdrową, prawą ręką.
- Tylko 5 szwów?!? Melody! Ja chyba przez ciebie oszaleję!- mulat usiadł na krześle, łapiąc się za głowę.
- A i właśnie… Jest mały problem. Nie mogę prowadzić- powiedziałam cicho.
- Że co?! A ja niby mogę? I co teraz zrobimy?- zapytał zmartwiony.
- Spokojnie. Już zadzwoniłam po Nialla i razem z Liamem jadą po nas- uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Ufff…- Zayn wydał z siebie i wyszliśmy ze szpitala, czekając aż blondasek przyjedzie i wreszcie zabierze nas do domu.



                                                                     ~Niall~

       Gdy tylko Melody się rozłączyła, zacząłem w biegu się ubierać. Nie dbając o to czy wszystko jest ok, pobiegłem do pokoju Liama, ale zważając, że w środku na pewno jest Danielle, zapukałem i dopiero wszedłem do środka.
- Liam… Wstawaj! Jesteś potrzebny- potrząsnąłem przyjacielem żeby się obudził.
- Co chcesz? Dlaczego mnie budzisz o tej godzinie?- zapytał zaspanym głosem.
- Bo Mel z jakiegoś powodu nie może prowadzić i prosiła żebym razem z tobą pojechał po nią i Zayna.
- Co? Mel nie może prowadzić? Dobra już wstaję…- odpowiedział i poszedł się ubrać. Obok na łóżku Danielle smacznie spała. Wyszedłem z jego pokoju i czekałem na niego już ubrany przy drzwiach. Payne zbiegł po schodach o mało się nie zabijając.
- Dobra możemy iść… Ale dlaczego Mel nie może prowadzić? I dlaczego prosiła ciebie abym to ja z tobą jechał a nie któraś z dziewczyn?- zastanawiał się w drodze do samochodu.
- Sam tego nie wiem, ale boję się że mogło jej się coś stać-zmartwiłem się.
- Nawet jeśli to raczej nic poważnego skoro wypuścili ją ze szpitala- pocieszał mnie Daddy.
- Mam nadzieję…- uśmiechnąłem się lekko. Wsiedliśmy do auta i czym prędzej skierowaliśmy się w stronę szpitala. Po jakiś 30 minutach byliśmy na miejscu. Szukałem wzrokiem Melody… Siedziała na ławce razem z Zaynem i o czymś rozmawiali.
- Mel!- zawołałem i podbiegłem do nich.
- Dlaczego nie możesz prowadzić?-  zapytałem, a jak zauważyłem opatrunek na jej lewej dłoni dodałem…
- Co ci się stało?- byłem zszokowany.
- Nic takiego…- powiedziała wymijająco.
- Tsaa jasne! Jeśli 5 szwów można nazwać niczym…- powiedział Malik.
- Że co?! Jak to się stało?-  byłem przerażony.
- Uderzyłam w lampę, która rozsypała się w drobny mak…- powiedziała szatynka.
- Jak ty to zrobiłaś? Przez ciebie chyba oszaleję!- złapałem się za głowę.
- Oj przepraszam no! To nie moja wina… Ja po prostu tak mam- Melody zasmuciła się.
- No dobrze, ale proszę cię uważaj na siebie- przytuliłem ją.
- Postaram się- dziewczyna się uśmiechnęła.
- No to jedziemy do domu?- zapytał znudzony Malik.
- Tak… Liam czeka w aucie- odpowiedziałem i poszliśmy w stronę auta.
- Hej Mel! Hej Zayn! Jak tam ręką stary? Melody co ci się stało w rękę?!- Daddy wytrzeszczył oczy, patrząc na jej lewą rękę.
- Opowiem ci później… Masz kluczyki od mojego autka- rzuciła mu je, a on je złapał.
- Spoko, tylko mam jedno pytanie…- Payne spojrzał poważnie na dziewczynę.
- Nom. Mów- ponagliła go.
- Dlaczego chciałaś żeby Niall wziął ze sobą mnie, a nie któregoś z reszty chłopaków, albo dziewczyn?- przyglądał się jej zaciekawiony. Mel się zaśmiała, przez co Liam zrobił zdziwioną minę.
- Naprawdę nie wiesz? Po prostu wiem, że jesteś odpowiedzialny i nie będziesz szalał prowadząc moje autko… A nie chcę żeby ktoś go popsuł, a wiesz co by się stało gdybym za kierownicę usadowiła np. Louisa i to jeszcze bez mojego nadzoru!- udawała przerażoną, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- No to jedziemy do domciu i do cieplutkiego łóżeczka!- zawył wesoły Zay. Wsiedliśmy do aut i ruszyliśmy w stronę domu Mel.




                                                                   ~Louis~ 

        Obudziłem się ok. 9:00. Gdy otworzyłem oczy zdziwiłem się... Van leżała obok mnie, wtulając się we mnie jak w misia. Nie chciałem się ruszyć, by jej nie obudzić. Wygląda tak słodko gdy śpi…
- Louiś…- wymamrotała, nadal śpiąc blondynka po czym bardziej się do mnie przytuliła. Nie mogłem uwierzyć własnym uszom! Czy ona właśnie zdrobniła moje imię? Jeszcze do tego czy ona śni o mnie skoro wymówiła moje imię? Mimowolnie uśmiechnąłem się szeroko. Ten dzień zapowiada się świetnie! Przygarnąłem ją jeszcze bliżej. Nie miałem zamiaru ruszać się z łóżka. Będę tak leżał dopóki Vany się nie obudzi. Jak bym chciał zbliżyć się jeszcze bardziej do tej wspaniałej blondynki, tylko nie wiem jak… Ale chyba mam pewien pomysł. Może jakaś wycieczka nas do siebie zbliży, ale muszę się jeszcze zastanowić gdzie byśmy pojechali. Wiem tyle, że Vanessa sama ze mną nie pojedzie, więc weźmiemy całą paczkę! Może Harry w końcu zbierze się na odwagę i powie Jul co do niej czuje, tak samo jak Zayn do Natally. Ciekawe jak to się potoczy… Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Na razie przestałem planować i patrzyłem tylko na śpiącą Vans, mógłbym to robić wiecznie. Ta dziewczyna jest idealna! Jest moim wyśnionym marzeniem… Nie, jest lepsza niż marzenie… O wiele. Leżałem tak może z 5-10 minut po czym księżniczka otworzyła oczy.
- Dzień dobry!- uśmiechnąłem się do niej.
- Dzień dobry!-  powiedziała i zorientowała się, że leży przytulona do mnie. Od razu odsunęła się ode mnie z rumieńcem na twarzy.
- Przepraszam.. Pewnie rzucałam się po całym łóżku..- Vany się zmieszała.
- Mi to bynajmniej nie przeszkadzało…- wyszczerzyłem się do niej.
- Och no weź! Ty zbereźniku ty!- zaśmiała się.
- No dobrze już… To kto idzie pierwszy do łazienki?- zapytałem.
- Na pewno nie ty!- krzyknęła i zaczęła biec.
- Osz ty!- powiedziałem i pognałem za nią. Gdy już prawie ją dogoniłem, Vanessa weszła do łazienki zamknęła za sobą drzwi, ale nie zdążyła ich zakluczyć.
- Teraz cię mam!- uśmiechnąłem się do niej złowieszczo. Złapałem i przełożyłem ją sobie przez ramię.
- Co teraz ze mną zrobisz?- udawała przestraszoną.
- To niespodzianka…- miałem zamiar wrzucić do wanny i popryskać ją wodą. Gdy odsunąłem kotarę, stanąłem jak wryty.
- Ej! Co jest? Dlaczego tak stoisz?- spytała Van i gdy ją wypuściłem, pokazałem jej na to co znajdowało się w wannie, a raczej na kogoś.
- Jpdl! Co to ma być?- krzyknęła. W wannie spał sobie Liam, słysząc nasze głosy obudził się.
- Hej! Co robicie w moim pokoju?- zapytał, ale gdy zaczął się oglądać, powiedział zdziwiony…
- Co ja tutaj robię?- podrapał się po głowie zamyślony.
- No właśnie się zastanawiamy, co robisz w łazience- zmierzyłem go wzrokiem.
- Z główką wszystko ok?- zapytałem.
- No oczywiście… A już wiem! Gdy przyjechaliśmy z Mel i Zaynem było tak późno, że już nie kontaktowałem, więc musiałem się pomylić i zasnąłem tutaj- Li wygramolił się z wanny i ruszył do swojego pokoju.
- Ale dlaczego pojechałeś po Mel i Zayna? Przecież oni mieli auto…- zapytałem, ale Payna już nie było.
- Dobraaa… To było dziwne…- stwierdziła Vanessa.
- A teraz wynocha z łazienki!- wygnała mnie i zamknęła za sobą drzwi zanim mogłem cokolwiek zrobić. Gdy już obydwoje skorzystaliśmy z łazienki, poszliśmy na dół na śniadanie. W kuchni już wszyscy byli.
- Cześć wszystkim!- zawołaliśmy wspólnie.
- Hej!- odpowiedzieli nam. Podszedłem do Daddiego i zapytałem…
- Ej! Po co jechałeś po Mel i Zayna, skoro pojechali samochodem?- popatrzyłem na niego ciekawy.
- Zapytaj się Melody…- odpowiedział i wskazał na szatynkę. Dopiero teraz zauważyłem, że dziewczyna ma opatrunek na lewej dłoni,  który był już mocno nasiąknięty krwią…
- Mel! CO CI SIĘ STAŁO?!?- wydarłem się.
- To nic takiego… Gdy lekarz przyszedł powiedzieć mi o stanie Zayna nie panowałam nad swoimi odruchami i zbiłam lampę, która poraniła mi dłoń…- wzruszyła ramionami.
- Że co?!- nadal nie mogłem wyjść z szoku.
- Nic mi nie jest… Mam tylko 5 szwów i muszę pojechać na zmianę opatrunku..- powiedziała.
- Pie.. Pię… Pięć szwów?- zbladłem i klapnąłem na krześle obok niej…
- Lou dobrze się czujesz?- dziewczyna pomachała mi przed oczami zdrową ręką.
- Nic mi nie jest, tylko, że przez ciebie kiedyś zwariuję…- powiedziałem.
- Oj ja ciebie też Marcheweczko- dziewczyna się do mnie wyszczerzyła, a ja pokiwałem z rezygnacją głową.
- A jak tam ty Zay?- zapytałem, zmieniając temat.
- Nie jest źle… Tylko przez 2 tygodnie będę miał opatrunek usztywniający, a w przyszłym tygodniu mam przyjechać do szpitala na badania kontrolne…- powiedział, uśmiechając się lekko do Nat, która zaopiekowała się nim. Teraz właśnie podała mu talerz pełen naleśników…
- Eh! Dlaczego to nie ja nie zwichnąłem sobie ręki, albo coś…- wymamrotał Harry, patrząc z zazdrością na górę naleśników, które Zay pałaszował.
- Mi to mówisz stary! Gdybym wiedział, że jeśli bym sobie coś zrobił to dostawałbym tyle żarcia, to już dawno siedziałbym tutaj z skręconą kostką czy coś…- powiedział Niall, ale gdy Melody zmierzyła go karcącym spojrzeniem, dodał…
- Ale i tak się cieszę, że jestem zdrowy… Przynajmniej mogę się zająć Mel- wyszczerzył się.
- O nie! Tylko nie to! Dam sobie sama radę!- szatynka wycofywała się do salonu.
- No choć tutaj! Zrobię ci przepyszny koktajl z brukselek na dodanie sił… Szybciej wyzdrowiejesz…- Niall ruszył się z miejsca z brukselką z ręce.
- Nie! Tylko nie brukselki! Proszę!- Mel wybiegła biegiem z kuchni, a Nailler za nią. Słychać było tylko jakieś krzyki i śmiechy.




         Mam nadzieję, że wam spodoba;) Proszę was o polecenie mojego bloga u siebie, odwdzięczę się tym samym. Zaczynam wprowadzać w życie plan, który pomogła mi wymyślić moja siostra Blanka, którą znacie jako Haftującą.tęczą ^^ 
                                        

wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 16

                                            ~Melody~
                    Gdzie się schować? Gdzie się schować? Gdzie jest jakaś dobra kryjówka? 
- Gdzie jest ta mała wredota?- wydarł się Styles.
- Nosz kurde..- przeklęłam cicho pod nosem i zaczęłam panicznie się rozglądać. Stanęło na drzewie... Bardzo wysokim drzewie, które ma pełno wielkich gałęzi, na których łatwo się schować... Hehe, tu mnie na pewno nie znajdą. Wdrapałam się tam, jak najszybciej... O mały włos bym nie spadła, ale to nic. Najważniejsze, że zdążyłam się schować przed walniętym Harrym i świrniętym Zaynem. Kryjówka się sprawdza... Jak dotąd mnie nie znaleźli. O idą....
- Gdzie ona się podziewa?- zastanawiał się loczek, drapiąc się po głowie. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Zayn! Mel nie wróciła do domu?- zapytał go. 
- Niee.. Przecież byśmy ją widzieli...- Mulat postukał się w czoło. Zachichotałam cicho, ale ugryzłam się w język. Niestety za późno...
- Słyszałeś to?- zapytał lokowaty i zaczął się rozglądać.
- Nieee... A co miałem usłyszeć?- przedrzeźniał  go Malik.
- No coś tak jakby chichot...- Hazza nie przestawał się rozglądać, a ja błagałam żeby nie spojrzał w górę.
- Taaa... Chichot małego, latającego elfa, który akurat teraz chciał się ujawnić...- w tym momencie nie wytrzymałam i znowu zachichotałam...
- Teraz słyszysz?- Hazza spojrzał na chłopaka z wyższością.
- No dobra... To usłyszałem, ale co to takiego i skąd dochodzi ten dźwięk?- zastanawiali się, a ja zaczęłam panikować. Co zrobić? Co zrobić? Rozejrzałam się... Dopiero teraz zauważyłam, że jedna gałąź rośnie baardzo blisko okna... Zaczęłam się wspinać. Tak aby para niedorozwojów mnie nie zobaczyła. w myślach błagałam, aby okno było otwarte i nie zawiodłam się. Powili i bardzo ostrożnie weszłam przez okno do, jak się okazało mojej garderoby... Ja to jestem szczęściarzem! Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni, bo wspinaczka po drzewie wzmaga apetyt, szczególnie mój... Przeszłam przez salon i powiedziałam...
- Cześć!- pomachałam im.
- Cześć Mel!-odpowiedzieli mi chórem, nie zwracając na mnie uwagi.
- Zaraz... Co? Melody? Co ty tu.. Przecież byłaś na zewnątrz... Jak ty tu weszłaś?- byli zszokowani, a ja odpowiedziałam z pokerową twarzą...
- Mam swoje sposoby...- wzruszyłam ramionami i poszłam coś przekąsić. Weszłam do kuchni i zaczęłam poszukiwania... Gdy została mi tylko lodówka, z nadzieją sprawdziłam zamrażalnik. Ucieszyłam się, gdy znalazłam tam pyszne lody waniliowe, które uwielbiam. Wzięłam łyżkę(dobrze, że nie ma w pobliżu Liama..., usiadłam przy stole i zaczęłam je pałaszować. Chłopacy chyba jeszcze mnie szukają, bo słychać ich krzyki przez okno... Tyle godzin na świeżym powietrzu dobrze im zrobi... Zadbają trochę o swoją, słabą kondycję, a szczególnie Loczek. Zamiast mnie wyzywać powinni mi podziękować, za to, że ich wyciągnęłam z domu... Ale coś mi się wydaje, że tego nie zrobią.... Ale to nic.





                                          ~Niall~ 
                    Melody wybiegła z domu drzwiami wyjściowymi, a później wchodzi do salonu od strony jej pokoju... O co tutaj chodzi? Ja już nic nie rozumiem... Najdziwniejsze jest to, że Hazza i Malik nadal jej szukają...
- Jak ona to zrobiła?- powiedział Louis, głowiąc się... Widocznie nie tylko mnie to zastanawia...
- Dziwi cię to? Przecież to Mel... U niej to normalne...- wzruszyła ramionami Vans.
- Znając ją pewnie przeszła przez ścianę...- zachichotała July.
- Albo zrobiła podkop...- wyszczerzyła się Nat. Zaśmialiśmy się.
- Macie racje... Mel jest do tego zdolna...- Lou zrobił głupią minę.
- Kto jak kto, ale ty powinieneś już to wiedzieć...- Vany wskazała na mnie palcem, mrużąc oczy.
- Dlaczego?- zapytałem, zbity z tropu.
- No w końcu jesteście razem czy nie?- zapytali chórem.
- Tak, ale mało mówi o sobie i o swoim domu...- zrobiłem bezradną minę.
-Nie dziwię jej się... Jesteś jej pierwszym chłopakiem od ponad 2 lat!- popatrzyłem na dziewczyny zdziwiony.
- Musi być naprawdę w tobie zakochana, żeby ci zaufała i z tobą jest...- zaczęła July.
- Bo nawet nam przestała ufać, po tym co zrobił jej ex- skończyła Nataly.
- Co jej takiego zrobił??- zapytałem, nie mogąc uwierzyć w słowa dziewczyn.
- Więc... Ale niech to też będzie przestroga dla ciebie, bo jeśli ją skrzywdzisz to pożałujesz, że się urodziłeś...- dziewczyny spojrzały na mnie złowrogo.
- Ok... Nigdy bym jej nie skrzywdził i tego nie zrobię...- powiedziałem jak najpoważniej.
- No, dobra, więc to było tak...- zaczęła Vanessa i o wszystkim się dowiedziałem.
                   Gdy Vany skończyła mi opowiadać byłem w szoku… To niemożliwe żeby ktokolwiek był takim złym człowiekiem. Jak ten bydlak mógł zrobić coś tak okropnego rodzicom Melody, a co dopiero skrzywdzić kogoś takiego jak ona? Przecież ona go kochała, a on nic sobie z tego nie robił i zdradzał ją na lewo i prawo… Dopiero gdy zabrakło mu pieniędzy to wracał do niej i z maślanymi oczami błagał ją o przebaczenie, tylko po to aby położyć swoje ohydne łapska na pieniądzach jej rodziców, a Mel za każdym razem przyjmowała go z otwartymi ramionami… To się nazywa ślepa miłość. Teraz nie dziwię jej się, że była taka nieufna i skryta na początku naszej przyjaźni. Na szczęście to wszystko już skończone, kocham Melody całym swoim sercem a ona mnie i jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nie dam jej nikomu skrzywdzić. Nigdy! Ale jest problem z jej rodzicami i długami, które zostawił im ten kompletny idiota… Muszę im jakoś pomóc, ale wiem, że Mel nie zgodzi się na propozycję pożyczki pieniędzy… Hmmm… Musimy wszyscy razem coś wykombinować. Ale co? Może jakaś myjnia samochodów? Nie… Z tego co dowiedziałem się od Vany to zwykła myjnia nie wystarczy… Moje przemyślenia przerwał mi huk otwieranych z impetem drzwi...
- Nosz cholera jasna! Nigdzie jej nie ma!- wydarł się wkurzony loczek.
- Musiała uciec z domu, bo przeszukaliśmy wszystko dookoła domu i nic, a na pewno nie weszła do domu... Pilnowałem drzwi wejściowych a Hazza się rozglądał...- mruknął zdenerwowany Zayn i usiadł obok Nataly, przytulając się do niej. Ja, Lou i dziewczyny spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo, a ja dałem im dyskretnie do zrozumienia, żeby nic nie powiedzieli...
- Ej! A tak w ogóle to gdzie jest Danielle i Liam?- zapytał Harry, siadając obok July.
- Baranie! Przecież ci mówiłem, że poszli na spacer... Poszli chwilę przed tym, jak wpadłeś w te krzaki... W te obok okna od salonu...- Zayn trzasnął go z tył głowy.
- Ała! Aaa... Pewnie poszli się miziać...- wypalił Styles szczerząc się głupkowato, za co dostał od Jul sójkę w bok.
- Ale muszę przyznać, że te krzaki, w które wpadłem nie były zbyt wygodne...- wykrzywił się lokowaty, na co wszyscy się zaśmialiśmy. W tym samym momencie drzwi od kuchni otwarły się i w salonie pojawiła się, zataczając ze śmiechu Melody. Chłopacy zrobili wielkie oczy, a reszta jeszcze bardziej zaczęła się śmiać.
- Ale jak?! Jak ty tu się znalazłaś skoro Zayn cały czas pilnował drzwi?!?- loczek coraz bardziej się wkurzał, a Mel leżała na ziemi płacząc ze śmiechu i łapiąc się za brzuch.
- Ale powiedz mi jedno... Bolało jak wpadłeś w te krzaki?- poruszała głupkowato brwiami.
- Wrrrr! Jesteś okropna! Nawet ukarać cię nie można, bo nie dajesz się złapać...- naburmuszył się Harold.
- Ale jak to zrobiłaś?- odezwał się jeszcze w szoku Malik, dopiero teraz zaczynając kontaktować.
- Nie powiem... Niech to będzie moja mała tajemnica...- Mel wytknęła język, a my nadal się śmialiśmy. I właśnie w tym momencie Zayn dołączył do lokowatego i obaj siedzieli naburmuszeni...
- Harry... Zayn... Przepraszam... Już nie będę wam uciekać i następnym razem dam się ukarać, tylko już się nie obrażajcie na mnie- Mel klęczała przed nimi, patrząc na nich z minką szczeniaczka.
- Och no dobra! I tak wiesz, że nie potrafię się na ciebie długo wkurzać...- Zay złamał się pierwszy.
- Harryyy!!! No przepraszam!- usiadła mu na kolanach, przytulając go.. No i tu chłoposzek nie wytrzymał i też się złamał.
- No ok... Ale żeby to był ostatni raz..- powiedział loczek.
- Przyrzekam...- wyszczerzyła się Melody.
- W takim razie wybaczam...- wyszczerzył się, oddając uścisk. Gdy wszyscy się uspokoili, włączyłem TV i razem oglądaliśmy film.
- Nudzi mi się....- jęknął Styles, po jakiś 5 minutach oglądania.
- Ciiiicho bądź... Niektórzy to oglądają- zbeształa go Vanessa.
- Wiecie co... Mi też się nudzi...- skrzywiła się Nataly.
- Nom... Ten film jednak jest do bani...- stwierdziła Mel, a reszta się z nią zgodziła.
- To co robimy??- zapytałem.
- Hmmmm... Jest dopiero 20.00.. To może jakiś wypad do clubu??- zaproponował Harry.
- Nieee... Nie chce mi się...- powiedział ziewając Lou.
- To może jakaś gra planszowa lub karty?- zapytałem.
- Albo wyjście do clubu...- dodał lokowaty.
- Nie!!- odpowiedzieliśmy chórem.
- No dobrze, dobrze... Ja tylko proponuję...- bronił się Hazza.
- Kurde no... Naprawdę nic nie możemy wymyśleć?- zawiodła się July.
- Ja mam!- wydarła się Vans.
- Już zaczynam się bać, ale proszę mów...- powiedziała Mel.
- Może zagramy w twistera?- wyszczerzyła się i popatrzyła na nas.
- Ey! Wiesz co?? To jest nawet dobry pomysł...- powiedział Tomlinson i przytulił Vans, na co ona się zarumieniła.
- To co gramy??- popatrzyłam na wszystkich, a oni pokiwali ochoczo głowami.
- Ok... Jak się dzielimy??- zapytała Nat.
- Ja i Vans, Zayn i Nat, Hazz i Jul, Nialler i Melody...- powiedział Louis.
- Mi to pasi, a reszcie?- Vans popatrzyła na nas z wielkim uśmiecham na twarzy.
- Spoko... Ok... Dobra...- odpowiedzieliśmy.
- Ey! A co z Liamem i Danielle?- zapytał Malik.
- Zaraz do nich zadzwonię...- zaproponowałem i wyciągnąłem telefon z kieszeni.
Liam odebrał po drugim sygnale.
- Hej... Chcecie zagrać z nami w twistera, czy nie?- zapytałem od razu.
- Mhm... Ok.. To cześć...- rozłączyłem się i schowałem telefon.
- No i co?- July popatrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Przyjdą, czy zostają by dalej się miziać po kątach?- zapytał głupio Harold i dostał za to w tył głowy... Znowu.
- Przyjdą... Mamy chwilę za nimi poczekać...- odpowiedziałem.
- Mhm... To co robimy przez ten czas?- spojrzał na mnie Pan Marchewka.
- Chłopacy szykują miejsce, rozkładają matę do gry i szykują tablicę z wynikami...- powiedziała Jul.
- A wy co będziecie robić?- Boo Bear poparzył na dziewczyny z pod zmrużonych powiek.
- My uszykujemy coś do picia i jakie małe przekąski...- uśmiechnęła się Melody.
- Juuupiiiii! Żarcie!- krzyknąłem uradowany, a wszyscy popatrzyli  na mnie spod byka...
- No co? Zgłodniałem...- tłumaczyłem się.
- Ty żarłoku....- Loui pokręcił z rezygnacją głową , a reszta się zaśmiała.
- Dobra to roboty!- zawołał Haroldzik i wszyscy ruszyliśmy do pracy.





                                                             ~Louis~
                Zaczęliśmy przestawiać meble, żeby zrobić miejsce na twistera... Ja nie mogę! Vans miała bardzo dobry pomysł z tą grą... Ta dziewczyna coraz bardziej mnie zaskakuje. Mam nadzieję, że nasza znajomość nie zakończy się na przyjaźni. Ona mi się bardzo podoba, uwielbiam jej poczucie humoru i kocha marchewki tak samo jak ja!! To musi coś znaczyć… Jak ja się cieszę, że wkurzyłem wtedy Nialla i schowałem się przed nim w tej redakcji i spotkałem tam Melody, bo odkąd ją poznałem to jestem coraz bardziej szczęśliwy… Moja siostrzyczka jest bombowa!
- Lou! Uważaj bo zgnieciesz mi stopę!- wydarł się na mnie Malik.
- Ups! Sorki…- poprawiłem uchwyt i przestawiliśmy stół w kąt salonu.
- Jak tam nasze przekąski?- zawołał Nialler, patrząc na drzwi od kuchni.
- Jeszcze chwilkę!- zawołały dziewczyny, a w tym samym czasie do domu weszli Liam z Danielle…
- Hejka! Co tu się dzieje?- zdziwił się Payne.
- No przecież ci mówiłem… Twister… Gramy w twistera, więc robimy miejsce, a dziewczyny szykują coś do jedzenia- powiedział blondasek, oblizując usta.
- Aaaaa! Pomóc wam?- zapytał, patrząc jak próbujemy przesunąć kanapę, która nawiasem mówiąc jest bardzo ciężka…
- Psss no ba!- zawołałem, a Daddy przyszedł nam z pomocą.
- To ja pójdę pomóc dziewczynom- powiedziała Dan i zniknęła za drzwiami kuchni.
                     Po około 15 minutach wszystko było gotowe, a przekąski i napoje stały już na stole. Właśnie kończyliśmy grę. Hazz z Jul kontra Zayn z Nat… Walczyli o pierwsze miejsce. Wyglądało na to, że Haroldzik wygra… Ale w ostatniej chwili lokaty się zachwiał i glebnął na resztę grających…
- Ał!- jęknął Zay. Niestety był na samym spodzie tej „kanapki’’. Pośpiesznie pomogliśmy wszystkim wstać, ale pojawił się pewien problem, gdy mulat chciał sięgnąć mojej ręki…
- Ajjj! Nosz cholera! Jak boli!- krzyknął, krzywiąc się.
- Pokaż…- Mel błyskawicznie podeszła do niego i obejrzała jego rękę, gdy reszta stała oszołomiona.
- Możesz nią ruszać?- zapytała przyglądając się mu uważnie.
- Tak, ale to strasznie boli…- Zayn skrzywił się.
 -Na szczęście to nie złamanie, ale i tak musimy jechać do lekarza…- powiedziała.
- Dobra, choć pomogę ci wstać i się ubrać- pomogła mu i wyszli na zewnątrz.
- Zostańcie tu… To trochę potrwa. Jak zrobią mu badania zadzwonię do was- odezwała się. Widząc wzrok Harrego dodała…
- To nie twoja wina Hazz… To był wypadek…- powiedziała ciepłym tonem.
- Pomóżcie mu…- popatrzyła na Jul, która od razu zajęła się przerażonym Harrym, a Mel zniknęła. Było jeszcze słychać oddalający się samochód. Nikt się nie odezwał, ani nie poruszy. Nie wiedzieliśmy co zrobić ze sobą…
- Posprzątajmy ten bałagan- powiedziałem do wszystkich, ogarniając wzrokiem syf jaki zrobiliśmy podczas gry  w twistera. Zabraliśmy się do roboty i po jakiś 10- 15 minutach wszystko było tak jak powinno. Tylko Hazz był smutny, bo obwiniał się, że to przez niego…
- Harry, wiesz dobrze, że to był wypadek… W-Y-P-A-D-E-K! Każdemu mogłoby się to przytrafić i mógłby być  na twoim miejscu- pocieszałem go.
- Masz rację… Najważniejsze, żeby ręka Zayna nie była poważnie uszkodzona…- loczek uśmiechnął się lekko.
- Przecież Mel mówiła, że to na pewno nie złamanie… A uwierz mi ona zna się na tym- uśmiechnęła się pokrzepiająco Nat.
- A skąd ona wie kiedy ręka jest złamana?- zapytałem.
- Boo… Melody to gapa i często miewała takie wypadki…- powiedziała Vanessa.

- Ona gapą? Nie to niemożliwe… Odkąd się znamy nie mała żadnego wypadku…- zaprzeczył Liam.
- Ey! A wtedy co Mel wpadła na blondaska i rozwaliła sobie głowę?- przypomniałem.
- Nie przypominaj mi….- skrzywił się Nialler.
- Ale od tamtego czasu nic jej się nie przytrafiło…- wzruszył ramionami Hazz.
- No może nie przy was… Nie pamiętam żeby przynajmniej przez jeden dzień sobie czegoś nie zrobiła…- powiedziała July.
- Teraz się jej bardziej przyjrzymy…- Li popatrzył na mnie, loczka i Horana.
- Ale nie musicie od razu biec jej z pomocą…. Ona tego nie cierpi, woli sama dać sobie radę….- upomniała nas Vanessa.
- Jak myślicie? Długo przetrzymają Zayna w szpitalu?- zapytał Styles.
- To zależy… Skoro to nie jest złamanie to aż tak długo na pewno nie będą siedzieć w szpitalu- odparła po namyśle Danielle.
-  Mam nadzieję, że szybko wrócą do domu..- powiedziała Nat.
- Na pewno... - pocieszałem ją
- Ey! Która godzina?- zapytała Van.
- 00.00 a co?- zaciekawiłem się.
- Bo padam na twarz... Chyba idę się już położyć...- blondynka ziewnęła.
- Ok... To wy idźcie się położyć, a ja jeszcze idę coś przekąsić...- zaproponował Niall, głaszcząc się po brzuchu.
- Dobra żarłoku, to dobranoc!- zawołałem i poszliśmy na górę do swoich pokoi. Poszedłem do łazienki, wykąpałem się i poszedłem spać. Gdy już prawie zasypiałem, usłyszałem pukanie do drzwi...
- Luo śpisz?- usłyszałem znajomy głos.
- Nie... wejdź- odpowiedziałem. Do pokoju weszła Vans i gdy mnie zobaczyła to się zarumieniła, bo spałem w samych bokserkach.... Strasznie mi było gorąco, więc postanowiłem nie zakładać pidżamy.
- No co? Nie widziałaś chłopaka w samych bokserkach?- zrobiłem głupią minę, na co Vany się zaśmiała.
- Wiesz... Mam 2 braci, więc to akurat dla nie normalny widok...- wyszczerzyła się.
- Rozumiem... Co cię tu sprowadza o tej porze?- zapytałem.
- No bo, jaa właśnie nie mogę zasnąć... Cały czas coś mi przeszkadza... No i...- blondynka się zacięła.
- No i pytasz się mnie czy możesz spać razem ze mną?- dokończyłem za nią, domyślając się co chciała powiedzieć.
- Mhm- pokiwała głową, znów się rumieniąc. Słodko tak wyglądała.
- Jasne. Pakuj się- poruszałem flirciarsko brwiami i poklepałem miejsce obok siebie.
- Tylko na nic nie licz- zagroziła mi, a ja pokiwałem głową lekko zawiedziony.
Vanessa położyła się plecami do mnie i powiedziała...
- Dobranoc... I jeszcze raz dzięki-
- To sama przyjemność...- zaśmiałem się pod nosem, za co dostałem z poduszki.
- No dobrze, już nie będę- powiedziałem i poszliśmy spać.


           Wreszcie udało mi się dokończyć ten rozdział! Przepraszam, że piszę z takimi przerwami... Nie mam weny, ale dzięki mojej siostrzyczce mam pomysł co dalej;) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i gorąco zapraszam do czytania nowego bloga mojej siostry: In the dark side of moon